sobota, listopada 26, 2005
Jeszcze mnie trzyma
To niebezpieczne, jak można łatwo się zakochać. Ileż czasu dziś straciłem na selekcję modeli do testow jutrzejszych.. Po długich bojach wybrałem 8, w tym trzy modele Sennheisera, jednego Stantona, jednego Technicsa i Sony... a, i jeszcze Reloop i Numark. Idę jutro na odsłuch i modlę się żeby spodobało mi się coś co mi nie zeżre połowę budżetu miesięcznego. Wtedy żegnajcie prezenty dla znajomych ;) Ale na razie niegasnąca faza na być może kawał niezłego sprzętu spędza mi sen z powiek... Za pół roku będę słyszał gorzej niż moja babcia :) Proszę księdza, a kogo to obchodzi?
Pojawił się na naszych włościach nowy członek. Rodziny. Na imię ma Mikro a na nazwisko Falówka. Ciężka jak sto diabłów z kotłem razem wziętych ale za to 1450 W i około 50 dB kiedy pracuje... Pożarła już dziś jajko sadzone (zrobiłem je na talerzyku - eksperyment. Nie polecam bo ciężko talerz domyć...) i pizzę w wersji tuningowanej z Lewiatana. Pizza rozpuściła się i rozpłynęła po talerzu, ale w konsystencji półpłynnej smakowała równie dobrze jak w wersji zamarzniętej. Nie ma na co narzekać. Jutro śmigniemy do Tesco po ładunek jeszcze większego junk fooda - na śniadanie i kolacje. I życie jest piękne.
A stronka Stowarzyszenia już działa :) Zainteresowanych zapraszam do lektury następnego posta ;] To tam wyżej, trzeba paskiem przewinąć...
Pojawił się na naszych włościach nowy członek. Rodziny. Na imię ma Mikro a na nazwisko Falówka. Ciężka jak sto diabłów z kotłem razem wziętych ale za to 1450 W i około 50 dB kiedy pracuje... Pożarła już dziś jajko sadzone (zrobiłem je na talerzyku - eksperyment. Nie polecam bo ciężko talerz domyć...) i pizzę w wersji tuningowanej z Lewiatana. Pizza rozpuściła się i rozpłynęła po talerzu, ale w konsystencji półpłynnej smakowała równie dobrze jak w wersji zamarzniętej. Nie ma na co narzekać. Jutro śmigniemy do Tesco po ładunek jeszcze większego junk fooda - na śniadanie i kolacje. I życie jest piękne.
A stronka Stowarzyszenia już działa :) Zainteresowanych zapraszam do lektury następnego posta ;] To tam wyżej, trzeba paskiem przewinąć...
czwartek, listopada 24, 2005
środa, listopada 23, 2005
Panie, naucz nas skręcać ziele
Kochani Blogoczytelnicy!Dziś kazania nie będzie. Opadły ramiona, wzrok błądzi po ścianie, niezmuszany do wysiłku umysł gra w Tetrisa niepotrzebnymi nikomu mitochondriami. Stan świadomości osiągnął hipernieambitny poziom. Oczekiwałem po dzisiejszym wieczorze choć jednego, mniejszego niż ziarenko kurzawki powodu do skupienia na zajęciach z filozofii. Bywało już że umęczona głowa unosiła się znad pulpitu z nadzieją że przez kilka chwil nie opadnie z powrotem - na próżno. Aldona L. nie potrafi mówić o filozofii. Aldona L. nie potrafi odtwarzać filozofii z notatek. Aldona L. uważa, że nikt z obecnych na sali nie jest w stanie dyskutować na tematy filozoficzne. Ale Aldona jest w komisji dyscyplinarnej co tym samym zamyka mi usta i odcina klawiaturę. Gdy tylko się dorobię bezprzewodowej, drżyjcie narody!
Z pewną obawą udałem się w niebezpieczne rejony trzeciego piętra budynku A-4 a konkretnie wkroczyłem na terytorium łowieckie niejakiego dotora W, od którego miesiąc temu pozyczyłem zdjęcia z praktyk z solennym postanowieniem (ustnym) zwrotu zdjęć po skanowaniu następnego dnia. Doktor W okazał się być w trakcie posiłku kanapkowo - herbacianego, toteż nie poświęcił mi zbyt wiele czasu. Ucieszony wyraźnie widokiem tańczących w szklance fusów pobrzekiwał łyżeczką w takt skrzypienia szafy. Oddałem zdjęcia i przy okazji odwołałem ćwiczenia powołując się na siły niebieskie które zesłały nam dziś ciężki egzamin z ekonomiki przedsiębiorstw. A fusy tańczyły nadal.
wtorek, listopada 22, 2005
poniedziałek, listopada 21, 2005
a kiedy staną i nocą...
Znalazłem jakieś zapomniane jabłko za pudełkiem z przyprawami (Grzegorz, jeśli to Twój chomikowany obiad na jutro - przepraszam). Smakuje jak prawdziwe z sadu, dodatkowo posypane ziołami prowansalskimi i chyba jakimś cukrem... Moje okno, które wychodzi na Piastowską wytrzeszcza przetarte Ludwikiem (jeszcze w czerwcu zapewne) oczy wyławiając słabnące sygnały aktywności z akademika naprzeciwko. O tej porze można zwykle zlokalizować od trzech do pięciu pokoi w których coś się dzieje przy zapalonym świetle. Konia z rządem Marcinkiewicza temu kto powie w którym pokoju powstaje właśnie esej na jutro (wszak akademik ten zamieszkują homo.. humo.. hamo.. ...niści z Akademii Pedagogicznej). A może powstaje nowe życie? Wspaniały geniusz tworzony naprędce przy dźwiękach z komputerowych głośników i postukiwaniu sąsiadów.
Napawam się chwilą twórczego nicnierobienia, w przerwie pomiędzy sklejaniem strony z resztek backupów porozrzucanych po partycjach a wymyśleniem czegoś oryginalnego na sajta ZWiG-u (co powinienem zrobić jakiś miesiąc temu). Przymusowe wakacje w tworzeniu nie zawsze kończą się miło.
Jakaś parka dzieli się gumą do żucia na przejściu dla pieszych. O ile mi wiadomo, przy takich syberyjskich mrozach język kołowacieje od samego posiadania, zatem muszą być niedługo po poznaniu. Albo diabeł ich opętał, stąd to zainteresowanie językami obcymi...
Odpuszczę sobie jutro wykład o studniach. Mam rano dziekańsko - rektorsko - leniwe godziny. Na Boga, to dopiero listopad a ja jęczę jakby mnie kołem łamano. Ale jęczy też Sakari Kuosmanen którego artystyczne wydzieliny wpływają mi przez słuchawki pod postacią piosenki w języku Połam-Sobie-Język-Sam. Tapicersko jęczy krzesło które skopałem próbując uwolnić nogę ze szczeliny między komputerem a jakimś skłębionym kablem od netu. Grzegorz jęczy przez sen śniąc o trzydaniowym obiedzie. Jakaś ogólna jękliwość otoczenia sugeruje mi że... nie, no.. teraz mi jeszcze jęczy Kukiz&Borysewicz (w tych samych słuchawkach). Źle im jest bo wiedzą że jest jak jest? A gdyby nie było jak jest? Albo gdyby było zupełnie inaczej niż faktycznie byłoby gdyby nie było? Spać, spać. Wiem.
Napawam się chwilą twórczego nicnierobienia, w przerwie pomiędzy sklejaniem strony z resztek backupów porozrzucanych po partycjach a wymyśleniem czegoś oryginalnego na sajta ZWiG-u (co powinienem zrobić jakiś miesiąc temu). Przymusowe wakacje w tworzeniu nie zawsze kończą się miło.
Jakaś parka dzieli się gumą do żucia na przejściu dla pieszych. O ile mi wiadomo, przy takich syberyjskich mrozach język kołowacieje od samego posiadania, zatem muszą być niedługo po poznaniu. Albo diabeł ich opętał, stąd to zainteresowanie językami obcymi...
Odpuszczę sobie jutro wykład o studniach. Mam rano dziekańsko - rektorsko - leniwe godziny. Na Boga, to dopiero listopad a ja jęczę jakby mnie kołem łamano. Ale jęczy też Sakari Kuosmanen którego artystyczne wydzieliny wpływają mi przez słuchawki pod postacią piosenki w języku Połam-Sobie-Język-Sam. Tapicersko jęczy krzesło które skopałem próbując uwolnić nogę ze szczeliny między komputerem a jakimś skłębionym kablem od netu. Grzegorz jęczy przez sen śniąc o trzydaniowym obiedzie. Jakaś ogólna jękliwość otoczenia sugeruje mi że... nie, no.. teraz mi jeszcze jęczy Kukiz&Borysewicz (w tych samych słuchawkach). Źle im jest bo wiedzą że jest jak jest? A gdyby nie było jak jest? Albo gdyby było zupełnie inaczej niż faktycznie byłoby gdyby nie było? Spać, spać. Wiem.
niedziela, listopada 20, 2005
Grzegorz i Niegasnąca Potrzeba Akceptacji
Grzegorz jest zwierzęciem domowym. Każdego ranka jego obecność objawia się głębokim, już nie sennym ale też niezupełnie świadomym powitaniem dnia słowami "Kurwa mać, ja pierdolę". Zwisając z górnego łóżka mamrocze jeszcze bardziej wyrafinowane modlitwy, lecz wraz ze słyszalnym na całym piętrze "DUM!!" - oznaczającym nagłe zetknięcie się z podłogą - jest już w pełni sił do walki ze studencką rzeczywistością. Z zapałem wyjada wczorajsze kanapki, popija dawno wygazowaną colą i ciesząc się przenikliwością poranka wpadającą przez mikrouchył okna ogłasza gotowość do wyjścia za (zazwyczaj) 4,5 minuty lub też 7 minut i 20 sekund, jeśli dzień zastał go w lepszym humorze. Biorąc poprawkę na moje codzienne szukanie rękawiczek, szalika i portfela, po około 20 minutach jesteśmy w drodze na ukochaną Alma Mater.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



