poniedziałek, listopada 21, 2005

a kiedy staną i nocą...

Znalazłem jakieś zapomniane jabłko za pudełkiem z przyprawami (Grzegorz, jeśli to Twój chomikowany obiad na jutro - przepraszam). Smakuje jak prawdziwe z sadu, dodatkowo posypane ziołami prowansalskimi i chyba jakimś cukrem... Moje okno, które wychodzi na Piastowską wytrzeszcza przetarte Ludwikiem (jeszcze w czerwcu zapewne) oczy wyławiając słabnące sygnały aktywności z akademika naprzeciwko. O tej porze można zwykle zlokalizować od trzech do pięciu pokoi w których coś się dzieje przy zapalonym świetle. Konia z rządem Marcinkiewicza temu kto powie w którym pokoju powstaje właśnie esej na jutro (wszak akademik ten zamieszkują homo.. humo.. hamo.. ...niści z Akademii Pedagogicznej). A może powstaje nowe życie? Wspaniały geniusz tworzony naprędce przy dźwiękach z komputerowych głośników i postukiwaniu sąsiadów.

Napawam się chwilą twórczego nicnierobienia, w przerwie pomiędzy sklejaniem strony z resztek backupów porozrzucanych po partycjach a wymyśleniem czegoś oryginalnego na sajta ZWiG-u (co powinienem zrobić jakiś miesiąc temu). Przymusowe wakacje w tworzeniu nie zawsze kończą się miło.

Jakaś parka dzieli się gumą do żucia na przejściu dla pieszych. O ile mi wiadomo, przy takich syberyjskich mrozach język kołowacieje od samego posiadania, zatem muszą być niedługo po poznaniu. Albo diabeł ich opętał, stąd to zainteresowanie językami obcymi...

Odpuszczę sobie jutro wykład o studniach. Mam rano dziekańsko - rektorsko - leniwe godziny. Na Boga, to dopiero listopad a ja jęczę jakby mnie kołem łamano. Ale jęczy też Sakari Kuosmanen którego artystyczne wydzieliny wpływają mi przez słuchawki pod postacią piosenki w języku Połam-Sobie-Język-Sam. Tapicersko jęczy krzesło które skopałem próbując uwolnić nogę ze szczeliny między komputerem a jakimś skłębionym kablem od netu. Grzegorz jęczy przez sen śniąc o trzydaniowym obiedzie. Jakaś ogólna jękliwość otoczenia sugeruje mi że... nie, no.. teraz mi jeszcze jęczy Kukiz&Borysewicz (w tych samych słuchawkach). Źle im jest bo wiedzą że jest jak jest? A gdyby nie było jak jest? Albo gdyby było zupełnie inaczej niż faktycznie byłoby gdyby nie było? Spać, spać. Wiem.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

a ja zisiaj miałam mieć szkolenie informatyczn i mieliśmy się uczyć obsługi wodra... no i jakiś życzliwy " podłożył" bombki (świąteczne)... uh... ale strata

kru pisze...

ojj... ja bym nie rydzykował z tym chodzeniem na uczelnie teraz..