środa, listopada 23, 2005

Panie, naucz nas skręcać ziele

Kochani Blogoczytelnicy!

Dziś kazania nie będzie. Opadły ramiona, wzrok błądzi po ścianie, niezmuszany do wysiłku umysł gra w Tetrisa niepotrzebnymi nikomu mitochondriami. Stan świadomości osiągnął hipernieambitny poziom. Oczekiwałem po dzisiejszym wieczorze choć jednego, mniejszego niż ziarenko kurzawki powodu do skupienia na zajęciach z filozofii. Bywało już że umęczona głowa unosiła się znad pulpitu z nadzieją że przez kilka chwil nie opadnie z powrotem - na próżno. Aldona L. nie potrafi mówić o filozofii. Aldona L. nie potrafi odtwarzać filozofii z notatek. Aldona L. uważa, że nikt z obecnych na sali nie jest w stanie dyskutować na tematy filozoficzne. Ale Aldona jest w komisji dyscyplinarnej co tym samym zamyka mi usta i odcina klawiaturę. Gdy tylko się dorobię bezprzewodowej, drżyjcie narody!

Z pewną obawą udałem się w niebezpieczne rejony trzeciego piętra budynku A-4 a konkretnie wkroczyłem na terytorium łowieckie niejakiego dotora W, od którego miesiąc temu pozyczyłem zdjęcia z praktyk z solennym postanowieniem (ustnym) zwrotu zdjęć po skanowaniu następnego dnia. Doktor W okazał się być w trakcie posiłku kanapkowo - herbacianego, toteż nie poświęcił mi zbyt wiele czasu. Ucieszony wyraźnie widokiem tańczących w szklance fusów pobrzekiwał łyżeczką w takt skrzypienia szafy. Oddałem zdjęcia i przy okazji odwołałem ćwiczenia powołując się na siły niebieskie które zesłały nam dziś ciężki egzamin z ekonomiki przedsiębiorstw. A fusy tańczyły nadal.

Brak komentarzy: