Padł serwer - tyle wiadomo. Ile rzeczy można zrobić kiedy jest się offline! Gdyby przeciągnęło się to do weekendu z nudów przemalowałbym pokój i wydziergał kaszubskie wzory na zasłonach.
Ostatnia padaczka serwera zapaliła światełko ostrzegawcze we wszystkich pokojach w których ktokolwiek ma cokolwiek wspólnego z zerojedynkowymi dobrami zgromadzonymi na przepastnych kontach.. toteż kopiuję stronę wydziałową na własny dysk... nie zaszkodzi w każdym razie.
Zdarzyła się wczoraj imprezownia na ul.Lea, z odpowiednią dla wieku i statusu studenta ilością etanolu, czipsów, paluszków i karaoke. Zabawa przednia, szczególnie że lanie wosku ujawniło skrzętnie skrywane od dawna przed resztą przyjaciół marzenia i plany na przyszłość. Mój wosk zastygł w kształcie serducha, co tylko potwierdza że dbam o zdrowie i jak ognia unikam cholesterolu. Smoła nieco przeraził się wróżbą, kiedy wyszło na jaw że w woskowym koszyku na woskowym osiołku jest świeżo narodzone woskowe dziecię (owo woskowe dziecię to naturalnie efekt lania wosku przez Justynę). Krzysztof z radością przyjął wywróżony symbol funta (zawsze podejrzewałem go o konszachty z zachodnią walutą) a wrożba Grzegorza okazała się tak trudna do zinterpretowania jak (zazwyczaj) zachowanie właściciela.
Nadszedł później czas radosnych śpiewów, jak zwykle o północy. Podejrzewam, że autorskie wykonanie "Barki" na modłę rockowych standardów niekoniecznie musiało się podobać moherowym sąsiadkom. "Barka" zabrzmiała też raz jeszcze, w drodze powrotnej. To był dobry dzień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

4 komentarze:
...i noc też była dobra- dawno nie padłem tak jak wtedy, bez prawie zadnego okrycia wprost na moje wilekie łoze, wielkie bo na 1,80 m wysokosci i to by było tyle co do jego wielkosci. dobrze ze nie mam psa bo oboje na łóżku bysmy sie nie zmieślili. Ale ale to nie koniec przeciez ten jakże przyjemny dzień nie skończył sie tak surowo [czyt. "czysto"]na dobranoc od progu wpadlismy z kru w miśkowate-szczere uściski efektem czego było zdarcie przeuroczej-męskiej koszulki na ramiączkach z tego jakże rozspiewanego torsu. Kru jak przystało na tweardego męża skrzywił sie w zalu tylko gdy sie urwało pierwsze ramiączko przy drugim już nie protestował:) a wręcz chętnie pozwolił mi zedrzeć z niego reszte jego jedynej cobądź niestety podkoszulki nadającej sie pod koszule...[hmm czy to brzmi logicznie:>] Kru taki rodzqaj czułości widać bardzo dopowiada ponieważ gdy już padłem s sił czułośc w jego wielkim ciele sięgała zenitu- rano obudzięlm sie ładnie okruyty kołderką której przecież sam nie dotykałem :| ] ..już dawno tak dobrze nie spałem... a hooj
bożesztymój, konkretnie wczoraj popiliśmy...
nosisz moher? ta idea jest dla ciebie!
wzieło cie na narzekanie widze.. Mikołaj nie przyszedł? :P
Prześlij komentarz