Mija dokładnie miesiąc od ostatniego posta, czyli rok cały. Ten 2006 wcale mi się nie podoba. Jest zimno, ślisko, śnieg jest coraz mniej smaczny a Chuck Norris płacze. Okrutne życie przypomniało mi kilka pojęć, wśród nich: kolokwium, egzamin, nie zaliczę tego panu, proszę odrobić zajęcia labolatoryjne. Jutro przyszpili nas do korkowej tablicy przedkolokwiowego zakłopotania paskudztwo stęchłą wazeliną nadziewane, zwane zaliczeniem z Ochrony Środowiska. Grzegorz usiadł okrakiem na zwiniętym kocyku i patrzy w notatki z nadzieją że się odezwą i skoczą po piwo. Jeżeli pisanie tego zagęszczacza myślowego będzie wyglądało jak w poprzednim tygodniu, to być może po oddaniu kartki będziemy mogli powiedzieć o co chodzi w tych zadaniach.
Czas na ogłoszenia parafialne: z przyjemniejszych zmian można wymienić powrót na siłownię. Zapach żelaza, potu, krwi i kolońskiej z Rossmana miesza sie z memłanymi modlitwami i parą puszczaną uszami przy kolejnych "uuummmpppphhh-ach". Przegląd umphających nowicjuszy uzupełniają etatowi kreatynowi wpierniczacze, z rękami zdolnymi powalić konia. Bujamy muły z Grzegorzem i Krzysztofem dośc regularnie, widoki na to że niedługo udusimy samego Chucka Norrisa jego własną nogą powoli nabierają realnych kształtów.
Do zobaczenia jutro. Bądźcie dobrzy i rozmnażajcie się jak powiada Pismo.
wtorek, stycznia 17, 2006
I'm back
Subskrybuj:
Posty (Atom)

